Oblężony Mariupol stoi w obliczu „apokaliptycznej” zagłady, podczas gdy połowa ludności Kijowa ucieka z "miasta-twierdzy”.
Burmistrz stolicy Ukrainy mówi, że połowa ludności Kijowa uciekła w obawie o to, że wkrótce miasto może zostać całkowicie otoczone przez siły rosyjskie. Wojska rosyjskie okrążyły wczoraj co najmniej cztery duże ukraińskie miasta, a rosyjskie pojazdy opancerzone wjechały na północno-wschodni kraniec Kijowa. Burmistrz miasta Witalij Kliczko powiedział, że połowa ludności Kijowa – prawie dwa miliony ludzi – uciekło, a miasto „zostało przekształcone w fortecę. Każda ulica, każdy budynek, każdy punkt kontrolny został ufortyfikowany”.
W międzyczasie, sytuacja w kluczowym mieście, Mariupolu, również staje się coraz bardziej tragiczna. W dzień po zbombardowaniu szpitala dziecięcego, w wyniku którego, według lokalnych władz, zginęły trzy osoby, oblężone portowe miasto zostało ponownie zaatakowane. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski nazwał atak, mianem rosyjskiej „zbrodni wojennej”. Według burmistrza Mariupolu sytuacja w mieście jest szczególnie tragiczna. Podzas dziesięciu dni nieprzerwanych ataków zginęło tam ponad 1200 cywilów.
Użycie siły wobec ludności cywilnej, Biały Dom nazwał „barbarzyństwem” , podczas gdy szef polityki zagranicznej UE Joseph Borrell atak na mariupolski szpital okreslił mianem „ohydnej zbrodni wojennej”.
Od początku wojny na Ukrainie zginęło co najmniej 71 dzieci, a ponad 100 zostało rannych, powiedziała Ludmyła Denisowa, przedstawicielka parlamentu Ukrainy ds. ochrony praw człowieka.
Po wczorajszych rozmowach w Turcji ze swoim rosyjskim odpowiednikiem Siergiejem Ławrowem minister spraw zagranicznych Ukrainy Dmytro Kuleba powiedział, że „nie ma postępów”, nawet w kwestii 24-godzinnego zawieszenia broni.
ONZ szacuje, że ponad 2,3 mln uchodźców opuściło Ukrainę od czasu, kiedy 24 lutego Rosja zaszokowała świat, dokonując inwazji na swojego prozachodniego sąsiada.




